Kamil Wrzeszcz

Drogi Janku.[1]

o Janie Błońskim na podstawie listów z Czesławem Miłoszem

[…] nigdy nie ginął w tle. Nie tylko dlatego, że ubierał się staranniej i bardziej elegancko niż inni, a „zagraniczna” jakość jego garniturów, krawatów i nawet skarpetek rzucała się w oczy. Błoński przyciągał uwagę jako – w dobrym sensie tego słowa – osobliwość. Wcale nie dlatego, że wiedział więcej czy lepiej od swoich koleżanek i kolegów profesorów.[2]

Tak Jana Błońskiego wspomina Małgorzata Sugiera. Przede wszystkim właśnie ten cytat powinien kształtować wizerunek krytyka w oczach osób, które nie miały okazji go poznać. Mając ten obraz przed sobą, jesteśmy w stanie „oczyma wyobraźni” poznać profesora Jana Błońskiego.

Urodził się w 1931 roku w Warszawie, a zmarł w 2009 roku w Krakowie. Wybitny krytyk, eseista, historyk literatury oraz tłumacz. Wraz z rodziną przeprowadził się do Torunia, by tam zdać maturę, niedługo później przeniósł do Krakowa głównie po to, by być studentem Kazimierza Wyki.

Od kiedy miałem kilkanaście lat, chciałem zajmować się literaturą (jak właściwie, nie wiedziałem jeszcze), żeby zaś zajmować się literaturą, chciałem do Krakowa, to znaczy do Wyki. Miasto, które później polubiłem, było mi wtedy raczej obojętne. Ale Wyka — czułem od początku — miał mnie do tej literatury wprowadzić. Jak, także nie wiedziałem, byłem jednak przekonany, że tak będzie. Znałem go tylko z pism, z jednej książki…[3]

Niedługo potem do Krakowa przeniosła się również rodzina Błońskiego, do której szybko dołączyła Teresa Płońska. Studentka I roku medycyny, której później Czesław Miłosz przesyłał ukłony i pozdrowienia w każdym liście, stała się żoną Błońskiego i ta więź trwała aż do jej śmierci.

„Po śmierci żony ucichł, usunął się, wreszcie zgasł”[4] mówi Paweł Taranczewski.

Pod skrzydłami Wyki utworzyła się nieformalna krakowska szkoła krytyki, którą nazywano również „stajnią Wyki”. Znajdowali się tam m.in. Andrzej Kijowski, Krzysztof Puzyna czy Ludwik Flaszen. Członkowie grupy najczęściej debiutowali jeszcze podczas studiów, a Błoński w 1956 roku pozycją Poeci i inni[5]. Po studiach podjął pracę w Wydawnictwie Literackim, gdzie zżył się z autorami, o których pisał.

Po śmierci Błońskiego pojawiło się, i pojawia się nadal, wiele wspomnień oraz listów. Wśród nich czytamy:

Wydaje się, że powinien pisać powieści. Bowiem, jak sam przyznaje, oko jego jest syntetyczne. Ogląda idee, a nie uczucia. Nie potrafi dać wyrazu emocjom, ale znakomicie radzi sobie z myślą, z ideą. Gdyby dokończył swój dziennik, byłby on zapewne wyznaniem o egzystencji duchowej i umysłowej otoczonej społecznym roztworem.[6]

Błoński w korespondencji do Czesława Miłosza stwierdza, że literatura równa się idea. Słowa te kieruje głównie w stosunku do twórczości autora Ars poetica?, ale można przypuszczać, że odnoszą się one do całości literatury i tego, czego w niej poszukiwał. Pytania, które zadaje, m.in.: „Kim był ojciec? I kim jest Bóg? Jak mnie wychowano, co zrobiłem, a co zmarnowałem? Do jakiego czasu historycznego należę? Jak kończy się moja epoka, gdzie znaki jej obumierania?”[7],można uznać za fundamentalne dla człowieka. Jednocześnie odsłania i zakrywa swoją osobowość. Na płaszczyźnie jednego tekstu przenikają się jego myśli i przekonania, a do ich wyjaśnienia używa swojej wiedzy i umiejętności obserwacji świata. Błoński bowiem poszukiwał idei, to ona była dla niego najważniejsza.

Osobiście poznał Miłosza w styczniu 1956 roku, w Paryżu[8] od tego czasu starali się utrzymywać stały kontakt, a o ich zażyłości mogą świadczyć zwroty w listach takie jak: „ściskam Cię”, „kochany Janku/Czesławie” czy „Twój Czesław”. W pierwszym z zachowanych listów Błoński kieruje do poety osobliwą prośbę:

Ludwik i ja chcielibyśmy prosić, żeby Pan przerwał tymczasem kontakt ze mną tutaj. Bardzo bym chciał jeszcze bywać w Paryżu, między innymi dlatego, żeby móc z Panami jasno i szczerze rozmawiać.[9]

Pisze to Błoński do przebywającego w Paryżu Miłosza. Niepokój związany z odebraniem paszportu był silny, a prośba skierowana do poety jest zarówno działaniem prewencyjnym, jak i koniecznym. Nie było do końca wiadomo, co mogłoby nie spodobać się ówczesnej władzy. W latach 1944-1990 wszystkie teksty, od wydawanych książek, poprzez gazety, aż po listy musiały przejść pomyślnie kontrolę GUKPPiW[10]. Jeśli jej nie przeszły, mogły zostać cofnięte, a autora mogły czekać inne konsekwencje, w zależności od tego, jaka była zawartość tekstu. Błoński obawiał się kar za kontakty z „Kulturą” paryską.[11]

By jeszcze bardziej uwydatnić różnicę między tymi dwoma światami, czyli światem paryskiej wolności i ograniczonej rygorami polskiej rzeczywistości, należałoby przytoczyć dwa listy Błońskiego do Miłosza. Pierwszy pisany w Krakowie 18 października 1958 roku i drugi wysłany już z Paryża 16 czerwca 1961 roku, gdy Miłosz otrzymał posadę na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

W pierwszym z nich Błoński zwraca się do Miłosza z szacunkiem, jak do wielkiego autorytetu, którym niewątpliwie był, zwłaszcza dla młodego krytyka.

Zastałem tu sytuację gorszą jeszcze niż się spodziewałem. Nie ma prawie książki bez konfiskaty.[12]

Można odczytać w nim niepewność, a nawet strach. Te dwa zdania charakteryzują trudną sytuację polskiego artysty w swym kraju. Dla Błońskiego taki stan rzeczy był nie do przyjęcia. Wolał zaprzestać korespondencji z Miłoszem niż pisać o sprawach błahych i powierzchownych, ponieważ tylko w ten sposób mógł mieć pewność, że zachowa swój paszport. Nie chciał być człowiekiem igrającym z losem, zbyt wiele miał do stracenia. Zależało mu głównie na rozwoju i poszukiwaniu idei, na rodzinie i wartościach, które w sobie pielęgnował. Później, w listach z Paryża komentował otaczający go świat, emocje, które mu towarzyszyły oraz polską rzeczywistość.

Poza tym oddycham; mnie przynajmniej Paryż do tego służy, jako że ojczyzna nad wyraz męcząca i po paru miesiącach ogarnia (mnie) rodzaj ogłupiałego zniechęcenia, w którym najprzyjemniejszy jest moment usypiania.[13]

Błoński w latach 1961-1966 mieszkał w Sarcelles, z krótkimi przerwami na wakacje w Polsce. Przeprowadził się tam ze swoją żoną Teresą i dwójką dzieci Krzysztofem[14] i Piotrem[15]. W tych latach prowadził również wykłady na Sorbonie, w katedrze literatury polskiej.

W tych dwóch listach, które dzieli kilka lat, widać, gdzie krytyk czuł się swobodnie. Polskie realia w tamtym okresie nie sprzyjały wyrażaniu własnych opinii, przez co wielu artystów odczuwało niemoc. Niektórzy z nich, jak Miłosz, wyjechali z kraju, inni z kolei postanowili omijać cenzurę na własne sposoby. Błoński nie identyfikował się do końca z żadną z tych grup. Poszukiwał czegoś trudnego do uchwycenia.

W liście z 30 października 1962 roku Błoński pisze o ważnej do rozważenia sprawie pozycji pisarza w Polsce, który, jego zdaniem, stał się wyczulony na wahania społeczno-obyczajowe, lecz niestety stracił swój indywidualizm moralno-polityczny oraz artystyczny.

Taka straszna klęska ludzkich wartości, które miał ten socjalizm przynieść. Obojętność społeczna, prymitywny indywidualizm, nieumiejętność współpracy, kooperacji, zanik odpowiedzialności; tak naprawdę to ludzie są bardzo dalecy jeden od drugiego. Nawet życie towarzyskie jakieś przypadkowe, niesystematyczne, raz natręctwo, raz obojętność. Zanik f o r m y współżycia. A jednocześnie Polacy skarżą się na „zimny” Zachód! Jakby maź ludzka, raz się klei do siebie, lepi, że oderwać nie można, a potem odrywa się nie wiadomo dlaczego i odpływa w pustkę, w nic.[16]

Zdiagnozował chorobę, która była dla społeczeństwa epidemią. Z jednej strony wszyscy czuli się pokrzywdzeni nie tylko wobec Zachodu, ale również pod względem swych wzajemnych osiągnięć, a z drugiej strony każdy uważał się za „lepszego”. Błoński zauważył to, co pobrzmiewa w naszym społeczeństwie po dziś dzień.

To wszystko sprawia — a przecież jest jeszcze sprawa kryzysu tysiąca wartości, kryzysu w praktyce społecznej (takich jak patriotyzm — przy całym trzewiowym szowinizmie! — rodzina, religia, sztuka — już minął czas nabierania dziewczynek na sztukę — skarżył mi się niedawno żartem Flaszen…) — otóż to wszystko sprawia, że niejeden z moich przyjaciół, a i ja sam po trosze, trochę się obco zaczynamy czuć we własnym kraju. Co nie znaczy wcale, że swojsko gdzie indziej![17]

Błoński w listach zwierzał się Miłoszowi. Poruszał tematy, które uważał za ważne, a gdy publikował w kraju, pisał tak, by teksty te „[…] pozwalały zachować minimum autentyczności autorskiej i przekazać coś wartościowego czytającym”[18]. Pisał o tym, co jest głęboko ukryte, niewidoczne gołym okiem. Uważał również, że wieloaspektowość tego kryzysu jest w stanie opisać tylko literatura.

Przyjeżdżając do Polski na kilkutygodniowe wakacje, pisał listy do Miłosza, które w większości wysyłał po powrocie do Francji. Referował i komentował w nich sytuacje w Polsce.

Polska, jeśli cię to interesuje, zrobiła na mnie wrażenie kraju po trosze obcego. Tyle się zmieniło i w takim kierunku, który mnie ani ziębi, ani grzeje, tylko po prostu nic nie obchodzi. Nie mówię nawet o stronie aktualnie politycznej, której plugawość temperowana jest wyłącznie marazmem i absolutną niewiarą w cokolwiek prócz forsy i kariery.[19]

Czuł się zupełnie obco w kraju, w którym, jak uważał, zatraciła się energia i duchowa głębia.

Jakiś nowy typ rodaka mego powoli się wytwarza, patrzę na niego z boku, widzę jego dobre strony, śmieszy mnie często — swym dorobkiewiczostwem, swym cynizmem, który skrywa dawne nostalgie i oczywiście nic o tym nie wie, przeciwnie, wydaje się takiemu, że wszystkie rozumy zjadł, podczas gdy jest jak dziecko — smuci nieraz, bo mało wie, nie w sensie nauki samej, ale rozeznania w świecie i sobie, samodzielności myślenia, ale przede wszystkim nudzi. W końcu i ja jestem dziecię dawnej Polski, tej bogoojczyźnianej, wyrodne naturalnie, ale jednak. Więc do przyczyn poczucia obcości jeszcze to dochodzi, nie tylko życie na emigracji.[20]

Błoński miał problemy z odnalezieniem się w tych dwóch różnych rzeczywistościach. Każdej z nich czegoś brakowało, w jakiś sposób były niepełne.

Dopiero teraz widzę wyraźnie, jak my, tu przyjeżdżający, jesteśmy pobandażowani w obce (tzn. nauczone, nieosobiście przeżyte) sprawy, naprawdę hermetycznie zagarnięci przez nacisk narzuconej odpowiedzialności: co jest chyba przeciwieństwem prawdziwej.[21]

Najważniejszym problem był brak swobody, nie tyle w działaniu, ile w myśleniu. Nigdzie nie czuł się komfortowo. W swoim państwie czuł, że władza hamuje jego twórczość, a we Francji, że kraj narzuca na przybyszy pewne zachowania i myśli, które nie należą do nikogo poza Francuzami. Czuł odpowiedzialność również za samopoczucie swoich synów, którzy szkołę francuską nazywali „szkołą-męki” i z tęsknoty do kraju całymi dniami czytali Pana Tadeusza.[22]

Jednak miłość do Francji pozostała z nim do końca jego życia. Ze wspomnień Taranczewskiego dowiadujemy się również, że:

Kochał to, co ładne. Kiedyś pokazał mi zdjęcie paryskiej witryny podobną tej, którą niegdyś można było oglądać w Krakowie –- mam na myśli witrynę przy Rynku, tuż obok Baranów, z jedną, ogromną, czerwoną ciżmą –- wizytówką krakowskiego rzemiosła. Błoński z zachwytem opowiadał o tym miejscu w Paryżu, które właściwie nie było sklepem, tylko punktem przyjmowania zleceń na wykonanie mebli, tapet, zasłon na okna, zastawy stołowej, oprawy książki itp. To, co stało w witrynie, anonsowało rzemiosło najwyższej klasy, wykonanie według najlepszych francuskich wzorów.[23]

Błoński darzył sympatią wszystkie miejsca, w których bywał. Zarówno Francja, jak i Polska nie były jednak miejscami, gdzie mógł czuć się wolny. Odczytując kolejne strony listów Miłosza i Błońskiego czytelnik może mieć wrażenie, że takie miejsce nigdy nie istniało. Umiejętności obserwacji, które posiadał, pozwalały mu widzieć rzeczywistość, a nie jedynie marzenie o niej.

Błoński był zdania, że problem, którego nie widać polega na zanikającej umiejętności odczytywania w literaturze ukrytego przekazu łączenia ze sobą intencji pisarza z hasłami, które chce szerzyć swoją twórczością.

[…] przepisywanie Homera i Arystotelesa nie tylko jest bardzo przyjemne, ale jeszcze stanowi wszystko, co mógłbym naprawdę zrobić dla ludzi, skoro naprawdę nie umiem, nie mogę podpisać się pod żadnym modnym czy aktualnym hasłem, skoro naprawdę n i e w i e m, czemu ufać i co zalecać; a na dodatek wydaje mi się, że właśnie to jądro kultury — które trzeba naturalnie nieustannie odczytywać i odczyszczać — jest ukrytą siłą, tajemny spiritius movens wielkich dzieł naszej epoki, tylko taką siłą, której trzeba się dogrzebać.[24]

Nawarstwiające się na przestrzeni tysięcy lat tradycje i różne sposoby myślenia obecnie pozornie znajdują oparcie w mocnych filarach cywilizacji, lecz mieszanie mnożących się informacji powoduje szum, przez który należy się przebić, by odszukać istotę rzeczy.

[…] oś kultury jest religijna i zapewne — choćbyśmy na głowie tańczyli — nie możemy się od niej odchylić, a przynajmniej musimy być wobec niej w jakimś stosunku, poza tym wszystko jakieś miałkie. Jesteśmy wpisani w jaką przygodę ducha — w jakąś cywilizacje — i zawsze do niej wracamy, nie możemy z niej wyjść […] [25]

Nie chciał przemawiać do tłumów, nie zależało mu na głoszeniu haseł czy propagowaniu wybranych ideologii. Przede wszystkim pragnął zrozumieć rzeczywistość, odczytywać ukryte zawiłości dzieł literackich. Twierdził, że wysiłek, który trzeba w to włożyć, jest konieczny i ważny, by móc pojąć to, czym tak naprawdę jest literatura.

[…] dla mnie literatura jest grą, albo, żeby zmienić słowo, konotujące »niepowagę« — jest bezinteresownym doświadczeniem języka. W języku zaś — jak przypuszczam — jest wszystko […]Właśnie bezinteresowność literackiego doświadczenia sprawia, że literatura jest wielofunkcyjna i że wymyka się wszelkim definicjom, chyba opisowym i sumującym.[26]

Jako czytelnik musiał odpowiedzieć na pytanie, na które każdy musi kiedyś znaleźć własną odpowiedź: „Czym dla mnie jest literatura?”, ale jako krytyk musiał mieć coś więcej, mianowicie powołanie i jasny cel.

Wbrew pozorom nic prawie nie stało się całkiem zrozumiałe. Tylko w tym widzę zadanie krytyki, aby przesuwać granice zrozumienia, przygotowując w ten sposób powstanie (możliwych, niepewnych) arcydzieł, które jedynie usprawiedliwiają naprawdę istnienie sztuki.[27]

Jego wypowiedzi, zarówno krytyczne jak i metakrytyczne, wyjaśniały zadania i odpowiedzialność jaką niesie ze sobą ten zawód. Wiedząc czego oczekuje od literatury miał prawo do formowania postulatów i próby stworzenia literackiej utopii. Potrafił przemyśleć wszystko co chce powiedzieć, a tym bardziej napisać, ponieważ za każde słowo brał odpowiedzialność.

Literatura była dla niego nie tylko spotkaniem sam na sam z tekstem, ale również siecią poplątanych ze sobą znaczeń i zależności.

Pisarz kształtuje czytelnika. Ale przecie sam jest ukształtowany. Nie ma w nim niczego, co by nie było skutkiem interakcji: człowieka na człowieka, dzieła na dzieło, tekstu na tekst. Nie można więc kształtować człowieka w próżni, udając, że nie było przed nim nikogo i że nikogo poza nim i czytelnikami nie ma. Niczego nie można przekazać inaczej niż poprzez formy już istniejące. […] Wszystko, co przekazujemy bliźnim, przekazujemy przez znak. Ale przecie znak nie jest nasz własny, jeżeli jest zrozumiały, to dlatego, że przejąłem go od poprzedników, że już jest mi dany. Mogę go co najwyżej uzupełnić, wzbogacić, zmodyfikować.[28]

Zależności, które Błoński zauważył były na pierwszy rzut oka oczywiste, lecz dla ludzi często najbardziej oczywiste rzeczy są trudne do zauważenia. Błoński nie tylko je zauważał ale i się do nich stosował.

Błoński twierdził, że wiele problemów sprawia pisanie o utworach, które odbiera się z całkowitym zaufaniem, dlatego niewiele pisał o utworach Miłosza, był jego wielbicielem, jak sam siebie określał.

W istocie podobny stosunek ma się — czy przynajmniej ja mam — do klasyków, zawsze zaglądam do Mickiewicza, Słowackiego (którego lubię, w przeciwieństwie do Ciebie), ale nie przychodzi mi do głowy, że mógłbym o nich pisać, brak odwagi. Zapewne jest w tym coś dziecinnego, młodzieńczego, jak teraz to piszę, lepiej to rozumiem.[29]

Najczęściej starał się diagnozować życie literackie na bieżąco. Nie czuł się kompetentny, by pisać o klasykach, dlatego wybierał dzieła bardziej aktualne, co pomogło mu utrzymywać kontakty z pisarzami, nie tylko z Miłoszem, ale również, np., ze Sławomirem Mrożkiem.

Skupienie się na literaturze współczesnej nie było próbą ułatwienia sobie pracy czy też ignorancją ze strony Błońskiego. Podczas komentowania życia literackiego na bieżąco Błoński również zmagał się z problemami, których nie mógł zignorować, nie pozwalało mu na to jego sumienie krytyka.

[…] Błoński bywał z literatury jak najbardziej współczesnej często niezadowolony. Bo komuż przydzielić nagrodę Kościelskich? Słuchał sugestii młodszych, czytał nowości, przeglądał i odrzucał rzeczy drukowane. Trudno być jurorem w sprawach delikatnych, gdy dziesiątki nowych tekstów, setki wierszy, a tylko parę rzeczy godnych dostrzeżenia i cokolwiek chociaż ponadczasowych.[30]

Pod koniec lat sześćdziesiątych, po powrocie z Francji, jak kiedyś jego mentor Kazimierz Wyka, zaczął wykładać na Uniwersytecie Jagiellońskim historię literatury polskiej dwudziestolecia międzywojennego. W 1991 był kierownikiem literackim Teatru Starego, przez kilka lat przewodniczył też gremium przyznającemu Nagrodę Nike. Jak pisze Grzegorz Nurek: „nie miał zwyczaju przesiadywania za biurkiem”[31].

Błoński przeżył śmierć żony, która, jak mówi Grzegorz Nurek:

Przyszła niespodziewanie, nie mógł się do niej przygotować. Razem wrócili z wakacji w Żarnowcu, położyli się. Rano był zdziwiony, że Teresa tak długo śpi, zazwyczaj wstawała wcześniej od niego, krzątała się w kuchni. Zmarła we śnie.[32]

Od tego czasu krytyk zmagał się również z chorobą. Odszedł we śnie 10 lutego, mając 78 lat.

Warto również przypomnieć, zarówno badaczom, jak i studentom, że Błoński, Miłosz czy każdy inny krytyk, pisarz oraz artysta, przede wszystkim byli ludźmi. Kształtowały ich czasy, w których przyszło im żyć, szukali swojego miejsca na ziemi, najczęściej metodą prób i błędów, tak jak i my robimy to teraz. Poza twórczością równie ciekawe było życie prywatne wielkich twórców ich wzajemne relacjeoraz kontakty z najbliższym otoczeniem.

Fragment listu Miłosza do Błońskiego napawa optymizmem, nie dlatego, że szerzył kulturę polską na obczyźnie, ale dlatego, że żył ze studentami jak z równymi sobie.

Zresztą studentów b. lubię i nie z poszukiwania popularności biorę często udział w ich pijaństwach, ale dlatego, że mi to sprawia przyjemność.[33]

Ze wspomnień o Błońskim można się dowiedzieć, że i on nie stronił od bliskich kontaktów ze swoimi studentami. Dzięki temu nie odbierano go tylko jako wykładowce, ale również stawiano za wzór i mentora. Stanął na miejscu swego młodzieńczego autorytetu — Kazimierza Wyki.

Błoński miał to do siebie, że na przerwach wykładu chętnie rozmawiał z młodszymi. Słuchał pytań, otrząsał popiół z papierosa „salem”, palił — jak to mówią górale — „z nerwów”, nie zaciągając się zresztą. […] W czasie wykładu przerwa trwała za krótko, przelatywała w oka mgnieniu, przecież to było około dziesięciu minut, rozmowa zaledwie się rozkręcała, gdy Profesor musiał już wracać na katedrę.

Kończył wykład punktualnie, mijało południe, szedł na herbatę do kawiarni, ale nie sam, zabierał swych wychowanków[34]

Twórczość wielkich i wybitnych Polaków pokroju Błońskiego, czy Miłosza bez wątpienia można nazwać wybudowaniem pomnika, exegi monumentum. W tym wypadku możemy oglądać przysłowiowy pomnik nie z dołu, czując jego narzuconą wielkość, lecz stając z nim twarzą w twarz, jak z człowiekiem.

Bywaliśmy potem corocznie z żoną na imieninach Błońskiego obchodzonych 27 grudnia, w dniu świętego Jana Ewangelisty. Przychodziły tłumy jego przyjaciół: artystów, polonistów… trudno wymienić wszystkich. Przyciągał podobnych sobie – jak do Krakowa zjeżdżał ktoś wielki, pewne było, że prędzej czy później przyjdzie na imieniny Błońskiego.[35]

Tak pisze o Błońskim jego były uczeń, Taranczewski. Świadczy to, nie tylko o niezwykłej popularności Błońskiego, ale o jego umiejętności zjednywania w sobie ludzi.

Był raczej chłodny, zdystansowany. Nie miał w sobie nic z „ciepłej kluchy”, „brata łaty”, „pocieszacza”, człowieka z sercem na dłoni – w potrzebie nieobecnego… Potrafił pomagać w ważnych i mniej ważnych sprawach – konkretnie i bez gadaniny. W trudnym dla mnie momencie wziął po prostu samochód i wywiózł mnie na Bielany, do Kamedułów, na rozmowę z ojcem Piotrem Rostworowskim. Pomógł mi też w znalezieniu mechanika, który umiałby naprawić Fiata 125 (co w latach 70. graniczyło z cudem). Był konsekwentny w przyjaźni. Opiekował się ludźmi, mną też; brał odpowiedzialność za uczniów, którzy wokół niego się gromadzili.[36]

— wspomina Taranczewski. Błoński zdecydowanie nie uważał się za pesymistę, co często podkreślał w listach z Miłoszem, chociaż jego wypowiedzi mogą mieć taki wydźwięk. Był realistą i świetnym obserwatorem. Zależało mu na zrozumieniu rzeczywistości.

Poszukiwał swojej tożsamości jako pisarz, krytyk oraz człowiek, chciał zrozumieć samego siebie, w czym pomagało mu tworzenie wybitnych, jak czas udowodnił, tekstów. Zdawał sobie sprawę ze swoich braków, szlifując je, przybliżał się do doskonałości i prawdy. Można odnieść wrażenie, że cała jego twórczość jest poszukiwaniem piękna, tożsamości i ideałów.

Bibliografia:

Błoński J., Wszystko co literackie. Pisma wybrane tom. I, Kraków 2001, s. 284.

Błoński J.: Obecność Wyki. W: Kazimierz Wyka. Charakterystyki. Wspomnienia. Komentarze, red. H.Markiewicz, A. Fiut, Kraków, 1978.

Błoński J., Romans z tekstem, Kraków, 1981.

Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019.

Dybciak K., Kilka myśli o Janie Błońskim, http://rcin.org.pl/Content/62360/WA248_80860_P-I-2524_dybciak-kilka_o.pdf, dostęp: 25.06.2019.

Krakowiak M.: Jan Błoński. Paradygmat postępowania krytyka literackiego, W: „Ja” w przestrzeniach aksjologicznych, red. Leszek Zwierzyński, Monika Wiszniowska, Paweł Paszek, Katowice, 2017, s. 235.

Nurek G., Błoński jak świat, https://www.tygodnikpowszechny.pl/blonski-jak-swiat-136114, dostęp 03.06.2019.

Sulikowski A.: Spotkania z Janem Błońskim, W: Jan Błoński …i literatura XX wieku, red. Małgorzata Sugiera, Ryszard Nycz, Kraków 2002.

Taranczewski P., O Janie Błońskim — wspomnienie, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6582010pawel-taranczewskio-janie-blonskim-wspomnienie-2/, dostęp 31.05.2019.

Wyka M.: Krytyk na czele zmiany warty, W: Jan Błoński …i literatura XX wieku, red. Małgorzata Sugiera, Ryszard Nycz, Kraków 2002.

Wyka M., Walas T., Sugiera M., Głosy o Błońskim, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6682011glosy-o-blonskim/, dostęp: 01.06.2019.

O Autorze: Kamil Wrzeszcz (ur. 1995), student II roku MU na kierunku Kultury mediów specjalność — Publicystyka Nowomedialna oraz I rok MU na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo — specjalność Kultura i Edytorstwo Książki na Uniwersytecie Śląskim. Publikował teksty na łamach miesięczników „Menażeria” i „Helikopter” oraz jest redaktorem działów Sztuka i Literatura w czasopiśmie kulturalno-naukowych „Kultura na co dzień”. Interesuje się liberaturą, estetyką książki oraz literaturą japońską. Autor ilustracji i projektów wydawniczych dla czasopisma „Kultury na co dzień”.

  1. Przyjacielski zwrot w listach Czesława Miłosza do Jana Błońskiego.
  2. M. Wyka, T. Walas, M. Sugiera, Głosy o Błońskim, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6682011glosy-o-blonskim/, dostęp 1.06.2019.
  3. J. Błoński: Obecność Wyki. W: Kazimierz Wyka. Charakterystyki. Wspomnienia. Komentarze, red. H. Markiewicz, A. Fiut, Kraków, 1978, s. 347.
  4. P. Taranczewski, O Janie Błońskim — wspomnienie, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6582010pawel-taranczewskio-janie-blonskim-wspomnienie-2/, dostęp 31.05.2019.
  5. Zob. M. Krakowiak: Jan Błoński. Paradygmat postępowania krytyka literackiego, W: „Ja” w przestrzeniach aksjologicznych, red. Leszek Zwierzyński, Monika Wiszniowska, Paweł Paszek, Katowice, 2017, s. 235.
  6. M. Wyka, T. Walas, M. Sugiera, Głosy o Błońskim, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6682011glosy-o-blonskim/, dostęp 1.06.2019.
  7. Ibidem.
  8. Zob. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 268.
  9. Ibidem, s. 7-8.
  10. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk powołany w 1946 roku, a od lipca 1981 roku funkcjonujący pod nazwą: Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk.
  11. Rozpowszechnianie pozycji wydawniczych Instytutu Literackiego, a do takich należał miesięcznik „Kultura”, w Polsce było urzędowo zakazane.
  12. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 7.
  13. Ibidem s. 9.
  14. Ur. 1952 roku, ukończył później romanistykę, a obecnie jest wykładowcą akademickim. Mieszka w Krakowie. Zob. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 270.
  15. Ur. 1953 roku, z wykształcenia historyk literatury. Obecnie mieszka we Francji. Zob. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 270.
  16. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 33.
  17. Ibidem, s. 34.
  18. K. Dybciak, Kilka myśli o Janie Błońskim, http://rcin.org.pl/Content/62360/WA248_80860_P-I-2524_dybciak-kilka_o.pdf, dostęp: 25.06.2019.
  19. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 75.
  20. Ibidem, s. 75-76.
  21. Ibidem, s. 10.
  22. Ibidem, s. 12.
  23. P. Taranczewski, O Janie Błońskim — wspomnienie, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6582010pawel-taranczewskio-janie-blonskim-wspomnienie-2/, dostęp 31.05.2019.
  24. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s 147.
  25. Ibidem.
  26. J. Błoński, Romans z tekstem, Kraków 1981, s. 154-155.
  27. M. Wyka: Krytyk na czele zmiany warty, W: Jan Błoński …i literatura XX wieku, red. Małgorzata Sugiera, Ryszard Nycz, Kraków 2002, s. 48.
  28. J. Błoński, Wszystko co literackie. Pisma wybrane tom. I, Kraków 2001, s. 284.
  29. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 195.
  30. A. Sulikowski: Spotkania z Janem Błońskim, W: Jan Błoński …i literatura XX wieku, red. Małgorzata Sugiera, Ryszard Nycz, Kraków 2002, s. 141.
  31. G. Nurek, Błoński jak świat, https://www.tygodnikpowszechny.pl/blonski-jak-swiat-136114, dostęp 03.06.2019.
  32. Ibidem.
  33. Czesław Miłosz, Jan Błoński, Listy 1958-1997, red. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2019, s. 16.
  34. A. Sulikowski: Spotkania z Janem Błońskim, W: Jan Błoński …i literatura XX wieku, red. Małgorzata Sugiera, Ryszard Nycz, Kraków 2002, s. 135.
  35. P. Taranczewski, O Janie Błońskim — wspomnienie, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6582010pawel-taranczewskio-janie-blonskim-wspomnienie-2/, dostęp 31.05.2019.
  36. Ibidem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *