W mrocznych i surowych wnętrzach przestrzeni Małej Warszawy w dniach 8 i 9 grudnia 2018 roku odbył się finał Mazowieckiego Funduszu Teatralnego. Swoje prace teatralne pokazało 21 uczestników treningu warsztatowego. Wśród nich była Ewelina Pawłowska z wyreżyserowanym przez siebie dramatem autorstwa Darii Galant pt: „Departament Straconego Czasu”. Opiekun artystyczny spektaklu to Bartłomiej Ostapczuk. W przedstawieniu wzięła udział młodzież z koła teatralnego „Koło-Myszy” w składzie: Kinga Brysiewska, Szymon Cieślak, Antoni Drężek, Dominika Dziczek, Kinga Dziczek, Wiktoria Dziczek, Aleksandra Kiernozek, Amelia Mikulak, Aleksandra Szydłowska i Bartek Zapadka.


Od książkowej premiery „Dramatu Straconego Czasu”, która miała miejsce w 2015 roku, to pierwsza inscenizacja teatralna tego dzieła. Jest to również debiut reżyserski Eweliny Pawłowskiej, która podjęła się wcale niełatwego zadania. Bo przecież młodzież nie myśli o upływającym czasie w kategoriach jego straty.Tym więc trudniej było zapewne zachęcić młodych ludzi do przemyśleń i wspólnej pracy nad przygotowywanym spektaklem. Efekt tej pracy mogliśmy zobaczyć 8 grudnia 2018r. w Warszawie.

Prosta forma przekazu wyrażona ascetyczną dekoracją, a wręcz praktycznie jej brakiem, minimalistyczne światło skierowane na główne postaci, podporządkowanie każdego wyrazu scenicznego jednej wspólnej koncepcji artystycznej, to zapewne wpływ doświadczeń Bartłomieja Ostapczuka: aktora-mima, choreografa, autora scenariuszy i reżyserii przedstawień teatru pantomimy. Użyte środki wyrazu w kierunku podkreślenia tego, co reżyser uważał za najważniejsze, czyli tekst dramatu i przesłanie, jakie ze sobą niesie, dały niebywały efekt odbiorczy.

Akcja dramatu dzieje się w murach Ministerstwa Działań Społecznych, któremu to podlega – o złowieszczo brzmiącej nazwie – Departament Straconego Czasu. Do ministerstwa przychodzą różne osoby, składając podania w celu otrzymania korzyści finansowej zwanej zapomogą. W zamian muszą rezygnować z działań sesnownych. Przychodzi nauczycielka plastyki, poprawnie nazywając nauczycielka kultury plastycznej, Hanna Smagłowicz, poddana kontroli właściwego wykorzystania otrzymywanego ubezpieczenia na kontynuację zawodu nauczyciela w zamian za rezygnację z działań służących spełnieniu się w dziedzinie malarstwa. Jest i mężatka, AdellaFrasyna, pragnąca otrzymać zapomogę za niezrealizowanie chęci działania wyrażającej się w rezygnacji z odejścia od męża alkoholika. Do ministerstwa przychodzi również rozczarowany swoim życiem pracownik korporacji Staś Wołeń, poszukujący możliwości odzyskania własnej godności. Wśród nich jest także celebryta Eryk Sypniewski, aktor z telenowel, który za rezygnację z propozycji zagrania w teatrze oczekuje od ministerstwa znaczących gratyfikacji finansowych.

To samo ministerstwo, a tak różni petenci. Dla jednych wizyta w Departamencie wiąże się z osobistym dramatem, dla innych jedynie z konformistycznym pragnieniem utrzymania wysokiego standardu życia. Niemniej jednak zawsze wizycie towarzyszył smutek i pewien rodzaj straconej nadziei w wymiarze osobistym bądź ogólnoludzkim, gdyż osobiste działanie, bądź zaniechanie działania, również może mieć wymiar społeczny. A wszystko to wpisane jest w program, nad którym czuwa minister Allan Morczyc, obecny i jednocześnie jakby z zamierzchłych czasów nadzorujący realizację swojego planu upokarzania człowieka. Upokarzania, bo zabraniamu planów, pasji, nadziei na poprawę życia, czy chociażby możliwości rozwiązania życiowych kłopotów w zamian za nędzne przysłowiowe parę groszy. Te parę groszy to wymówka dla wszystkich niepodejmujących działania. Nie wszyscy jednak opłacani są tą samą monetą.Ale tutaj chyba należy postawić kropkę, aby nie zdradzać całości fabuły dramatu, by zachęcony czytelnik sam sięgnął do samego już tekstu, czyli tak zwanej lektury.

Tak różne postaci z tak różnymi motywami działania zaprezentowali młodzi artyści tego popołudnia. Aktorzy jakby z największą dbałością, wręcz czułością traktowali swoje role, tak że z łatwością widzowi udało się wejść w świat bohaterów przedstawiany na deskach sceny. Można było postaciom współczuć, utożsamiać się z nimi, pogardzać, ale na pewno nie było się wobec nich obojętnymi. Ich świat, podporządkowany „nienormalnym” normom na postronku szaleństwa graniczącego z obłędem, tak trudnego do przyjęcia i zniesienia, że wręcz zamieniającego życie co niektórych w koszmar. Jak tego uniknąć? Jak nie poddać się? Może należy po prostu unikać wizyty w ministerstwie? Wystarczy tylko raz tam wejść i już człowiek czuje się uzależniony od zapomogi. I usprawiedliwiony.

Nasuwa się również pytanie, jak zmierzyć stracony czas? Ilością sekund, upływających dni, czy tym wszystkim co nie udało się zrealizować? Myślę, że dla każdego może to być inny miernik, nad czym mogli zastanawiać się widzowie, bo na pewno nikt po przedstawieniu nie wyszedł bez refleksji, czym dla niego osobiście jest pojęcie straconego czasu i czy w ogóle jest sposób na to, aby go odzyskać.

To wszystko udało się przekazać poprzez wybitne połączenie gry aktorskiej młodych adeptów sztuki teatralnej, koncepcji sztuki początkującej i zarazem odważnej reżyser oraz wkładu pracy utalentowanego i doświadczonego opiekuna artystycznego. Ponadto prawda wyrażana przez młodzież jest jakby mniej złowieszcza i „bardziej prawdziwa”. Napawa widza większą nadzieją i optymizmem, że jednak zmiana jest możliwa.

Na szczególną uwagę zasługuje również muzyka skomponowana przez Karola Samsela. Stanowi ona jednocześnie jakby „wisienkę na torcie” oraz klamrę spinającą poszczególne elementy. Swymi prostymi, wyrazistymi ale bardzo emocjonalnymi dźwiękami muzyka ta podkreślała nastrój, grę aktorów – gniewne spojrzenia, chrobot odsuwanego krzesła, stukot długopisu czy ruch ręki. To wszystko, co nakładało się na zamierzony przekaz i to, co powinno być zauważone przez widza. Można powiedzieć, że każdy ruch, każde słowo było na wagę złota. Tak cenne w swym przekazie i tak wyraziste.

Po przedstawieniu zapadła głęboka cisza i gdyby nie świadomość, że artyści czekają na zasłużony aplauz, trwałaby na pewno jeszcze dłużej, aby nie zagłuszyć myśli i odczuć jakie pojawiły się podczas spektaklu. I na pewno nie był to stracony czas.

Agnieszka Nawrocka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *