Reportaż Darii Galant
(Reportaż z podróży po Kanadzie, odbytej przez pisarkę w 2014 r.)

Duch Ognia

Ogień ma niezwykłą moc. I nie mówimy tu o mocy niszczycielskiej. Dla kanadyjskich Indian północnej Wyspy Vancouver od wieków był częścią życiodajnej energii. Oczyszczał, dawał siłę i ciepło- przede wszystkim- wewnętrzne. Rozgrzewał duszę a wtedy ona mogła połączyć się z żywiołami ziemi i nieba. Stać się kompletna. Po dziś dzień duch ognia wciąż żyje a pamięć o dawnych wierzeniach gloryfikowana jest w sztuce niezwykłego artysty- Sola Maya.

Kanada. Vancouver. Duże miasto nad Pacyfikiem. Aglomeracja tętni życiem dzień i noc. To miasto nowoczesne, wielokulturowe. Nad brzegiem Pacyfiku na specjalnych chodnikach rozciągniętych wokół miasta i wybrzeża, można spotkać tłumy modnie ubranych ludzi, którzy uprawiają bieganie, jeżdżą na modnych rowerach.

  • Niektórzy specjalnie przeprowadzają się tutaj, aby biegać nad Pacyfikiem, żyć tym stylem życia- mówi spotkana na wybrzeżu kobieta. Jej rodzice przybyli do Kanady z Korei czterdzieści lat temu. Ona czuje się już Kanadyjką. Pracuje w Vancouver jako kelnerka w restauracji z widokiem na Pacyfik.
  • To miasto niezależne. Jeśli ktoś chce być wolny, trochę polansować się, Vancouver jest dla niego najlepsze- dodaje jeden z chłopaków, stojący nieopodal.
    Ale Vancouver ma podwójne dno- jak otaczający je ocean. Ma wyspę. Vancouver Island, która tętni bynajmniej nie nowoczesnością współczesnego świata, ale tajemnicą pradawnej kultury Indian.

Podróż na drugą stronę

Z nowoczesnego miasta wyjeżdżam poza strefę współczesną, przez otwarty horyzont oceanu. Czekam na prom, który ma pożeglować do miejscowości Tofino. Na wyspę płynie się około dwóch godzin. Prom jest wielki. Na górze transportuje ludzi a samochody na dolnych pokładach. Panuje ruch i gwar. Gdy wyjeżdżam z promu, już na drugiej stronie wybrzeża, mam przed sobą jeszcze około czterech godzin drogi samochodem. W Tofino- na samym końcu wyspy czeka mnie spotkanie ze „szklanym” artystą, który ma tam swoją galerię i pracownię, określaną tu jednym słowem- studio.
Sol Maya to niezwykły twórca. Rzeźbi w szkle i jest Indianinem. Studiował ceramikę oraz rzeźbiarstwo w Santa Barbara City College w Kalifornii w USA.
– Kochałem moje studia i byłem naprawdę bardzo oddany naukom ceramiki i rzeźby- mówi.
Podczas trwania studiów pewnego dnia zobaczył przy pracy tzw. glass blowers, czyli w tłumaczeniu na polski „dmuchaczy szkła” (od czasownika blow- dąć, nadmuchiwać).
Od pierwszego wrażenia poczuł szaleńczą pasję.

  • Było w tym nie tylko doskonałe rzemiosło, ale też to, co moi przodkowie kochali- duch ognia. Wszystko w cieple i gorącu. W niepojętej mistyce- wspomina z radością.
    Od pierwszego zobaczenia mistrzów szkła przy pracy, nie potrafił nie powracać do pracowni glass blowers. Fascynowała go ta gorąca masa, z której powstawały prawdziwe cuda- dzieła sztuki.
    – Im bardziej patrzyłem, tym mocniej zakochiwałem się w tej formie sztuki- mówi Sol. Jest pogodny i pełen pasji. Jego studio w Tofino, na samym końcu wyspy, gdzie obowiązuje już realne i przepisowe zagrożenie Tshunami, jest niezwykle skromne. Na ścianach wiszą przepiękne szklane pierścienie. W rozmaitych rozmiarach. Są i olbrzymie, są i niewielkie. Ich krągłe kształty, odbijające blask świateł zachodzącego za galerią słońca, mienią się przedziwną tęczą.
  • Zobacz- mówi Sol i pokazuje mi wnętrze jednego ze szklanych pierścieni – jak spojrzysz na niego z tej strony, co widzisz?
  • Widzę podzielone światło, które tworzy tęczę- odpowiadam.
  • A teraz popatrz, jak zapalę lampkę, którą umieściłem pod szklaną rzeźbą…
    Zapala. Wtedy na wszystkich ścianach uwidacznia się energetyczny obraz szklanej rzeźby, ale inny, niż ją widać, gdy wsi na ścianie. Obraz jest w niesamowitych kolorach: głębokich różach, fioletach, zieleniach pełnych nadziei. Cechuje go trójwymiarowość, gdy pada kolorowym cieniem na pomieszczenie.
  • Indianie zawsze wierzyli w uzdrawianie kolorem- mówi Sol.- To bardzo ważne dla organizmu, otaczać się pozytywną energią koloru. To wibracje, które się przyswaja tak po prostu. Biologicznie. Tak my to widzimy- dodaje.

Sol Maya. Fot: Daria Galant/archiwum pisarki

Szklana pasja

Fascynacja szkłem sprawiła, że Sol, będąc jeszcze w Kalifornii, stworzył popularny w tamtych stronach festiwal o nazwie „Art for Life” („Sztuka dla życia”) , który odbywał się co roku w Santa Barbara. Skupiał ponad 250 lokalnych artystów. Festiwal miał cel, lecz nie komercyjny. Terapeutyczny.

  • Tylko dzięki sztuce można poczuć się w życiu wartościowo- mówi.- Sztuka pomaga żyć. To dlatego była podstawą życia codziennego Indian na wszystkich krańcach obu Ameryk.
    Jako że Sol jest rdzennym mieszkańcem kanadyjskich Indian, w 1992 r. przeprowadził się z powrotem z Santa Barbara w USA do Vancouver w kanadyjskiej prowincji British Columbia.
  • Tęskniłem za domem, za zapachami, za widokami, za energią urodzeniową- mówi.
    Tu postanowił rozwinąć skrzydła.
  • W Kanadzie przez kilkanaście lat pracowałem pod okiem starszego mistrza glass blower w jego pracowni w Granville Island. Mój nauczyciel był geniuszem i wielkim artystą. Ale niesłychanie skromnym- wspomina Sol.
    Ów nauczyciel to David New- Small legendarny rzeźbiarz szkła. Tchnął w sztukę Sola nową jakość.
    W 2001 roku Sol wybudował swoją pierwszą pracownię w zachodnim Vancouver. Lecz miasto to nie to. Tłum, pęd. Szukał spokoju.
    Od paru lat mieszka i pracuje w Tofino, gdzie stworzył galerię „Spirit of Fire” (Duch Ognia).
    Właśnie w niej rozmawiamy a niesłychana skromność przestrzeni uwydatnia ogrom artyzmu prac Sola.
  • To całe moje życie- opowiada z pasją.- Wiesz, Daria, o pracowni własnej marzyłem odkąd zobaczyłem pierwsze rzeźbienie szkła. A ja wierzę, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko „oprawić je” w odpowiedni kolor w swojej głowie. Nie można ich zgubić, zepchnąć do niepamięci. Trzeba myśleć o nich, jak o kolorze.
    Zatacza ręką koło. Jest przecież i poetą, lecz twierdzi, że tylko glass blower’em.
  • To tu ręcznie dmuchane szkło spotyka się z tropikalnym lasem- mówi. I słowa te są realnie widoczne na rzeźbach Sola. Szklana zieleń jest deszczowa, chłodna i głęboka a żółcie i pomarańczowe szklane smugi wprost kipią od upału.
    Wszystko rozgrywa się w kolorach. W poezji i literaturze, która nakreśla szlak twórczości Sola. Pierwsza bowiem pracownia i galeria Sola w mieście Vancouver była legendarnym budynkiem, gdzie na przełomie wieków tworzyła słynna kanadyjska pisarka i malarka Emily Carr – też będąca inspiracją Sola.
  • Szkło jest dla mnie wszystkim. Jest życiem, sercem, spontanicznością światła i emocji- mówi. I oddaje:
  • Wyobraź sobie szklany płyn o wysokiej temperaturze. Wszystko wrze, bulgocze, jest palące. Tak, jakbyś miała przy sobie niewielką część słońca i z niej robiła rzeźbę. A teraz spróbuj wyrzeźbić to szkło rękami. Nie masz nic pomiędzy tą gorącą masą a swoimi dłońmi. A raczej skórą na twoich dłoniach. Uzbrojony jesteś tylko w warstwy mokrego papieru. I tym rzeźbisz. Tym papierem i gorącym sercem- mówi.
    Znakiem rozpoznawczym twórczości Sola jest szklany pierścień. Sam artysta opisuje go tak:
  • Najlepszym sposobem, żeby zobrazować moją formę rzeźb jest pierścień Saturna. Tworzę kulę ze szkła, z której wyrasta pierścień. To jest: muszę go wyrzeźbić. Nie tworzę go osobno, nie doklejam do wyrzeźbionej kuli. Po prostu rzeźbię go rękami.

Wyraźnie widać, że pierścień jest wyrzeźbiony na kuli. Nie jest „doszyty” ani dodany osobno. Wyrasta, jakby rodzi się z ognia i rąk artysty. Zrobienie takiej rzeźby, według znawców, to najwyższy rodzaj sztuki w szkle.


Sol Maya. Fot: Daria Galant/archiwum pisarki

Moc kolorów i słów

Pracownia Sola odwiedzana jest przez rzesze koneserów sztuki z całego świata.

  • Przyjechałem tu tylko dla tego szkła- mówi starszy mężczyzna. Jest ze Szwecji.
  • Szkło Sola uzdrawia. To taka zbitka kolorystyki i czegoś szczególnego. Naprawdę działa terapeutycznie- mówi mieszkanka miejscowości Ucluelet, niedaleko Tofino.
    Nazwy prac Sola są intrygujące i pokazują związek artysty z żywiołami:
    Są serie inspirowane oceanem. Tam na plan pierwszy wysuwają się szumy i barwy.
  • Woda i światło dają życie- tłumaczy Sol. – Do tego wszystkiego dochodzi Ojciec Słońce, jak określamy my Indianie ten związek żywiołów. W słońcu i gorącu tworzy się ład oceanu- dodaje.
    W sztuce Sola najważniejsze jest światło. Tytuł następnej serii : „Galaktyczne szkło- oddech przestrzeni”.
    Ze szklanych kul, które znajdują się pracowni „Spirit of Fire” w Tofino powstają inspiracje poetyckie i filozoficzne:
  • Sens spokoju- mówi Sol, patrząc na swoją rzeźbę.- Tego szuka współczesny człowiek- dodaje po chwili.
    Jeszcze raz patrzę na szklane kule i pierścienie. W tle słyszę szum Pacyfiku. I nie mam wątpliwości, że ta sztuka uzdrawia i uszlachetnia.

Daria Galant

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *